
Na stacji benzynowej w Rio Gallegos szybko zaczynamy poszukiwania stopa w kierunku Ushuaia. Mamy przed soba okolo 600 km do pokonania. Czy nam sie uda? Znowu spotykamy Argentynczykow podrozujacych starym autobusem przerobionym na woz campingowy. Jest to mila rodzinka z samej Ushuaia, ale niestety jada do Punta Arenas zamiast do domu. Moga nas dowiezc do granicy chilijskiej z czego korzystamy. Rodzina wyglada bardzo europejsko. Kierowca lekarz pochodzenia niemieckiej jego zona i 2 slicznych przemilych dzieci w wieku okolo 10 lat. Chlopie i dziewczynka sa bardzo podekscytowani tym ze jedziemy razem. Wracaja z cordoby z wakacji, przez granice przemycaja 2 swinki morskie ow pudelku. Zwierzat tych nie ma na poludniu i ze wzgledow sanitarnych nei mozna ich przewozic, dlatego tez pudelko jest dobrze schowane, tak aby nie dostrzegla go bystre oko celnika. Nasz stopodawca wyraza sie sceptycznei co do mozliwowsci naszego dotarcia jednego dnia do celu podrozy. Przede wszystkim chodzi o trudnosci z przekraczeniem granicy. Niestety wkrotce jego slowa okazuja sie prorocze. Po 60 km dojezdzamy do argentynskiej kontroli celnej i czekamy chyba z 1 godzine w kolejce po glupi stempelek wyjazdowy. Nie lepiej jest po chilijskiej stronie, a nawet gorzej, bo kolejka jest tak dluga ze musimy czekac na zewnatrz budynku, smagani uderzeniami silnego wiatru, ktory jakby chcial nam powiedziec, uciekajcie stad, nikt was tu nie zapraszal, wracajcie do domu. My jednak stoimy dzielnie w kolejce. Jako jedyni mamy ze soba plecaki, bo reszta ludzi przyjechala tu wlasnymi samochodami lub autobusem, wiec czasem spotykamy sie ze zdziwionymi spojrzeniami innych podroznych. Ale ostatecznie mijamy i ta kontrole i mozemy stopowac. Po paru nieudanych probach podchodze juz przy samem barierce granicznej do 2 kobiet ktore zaraz maja odjechac. Kasia pilnuje bagazy. Jedna z kobiet mowi ze juz zabrala stopem jedna osobe ale moze i nas zabraz do Rio Grande. Cieszymy sie bardzo, bo miasto to znajduje sie juz na ziemi ognistej jakies 220 km od Ushuaia. Po 2 godzinnej przeprawie granicznej jestesmy szczesliwi ze mozemy ruszyc dalej. Ale to nie koniec przeszkod. Niestety miedzy kontynentem a Ziemia Ognista nie ma polaczenia mostowego. Trtzeba czekac na prom. To kolejna godzina oczekiwania. W koncu ruszamy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz